źródło: www.gf24.pl
Nowa jakość, ach to ty…!
Ostatnie przedświąteczne tygodnie zdominowane są przez dwa tematy – rosnące bezrobocie i utrzymującą się zimę. W ramach kilku dni wolnego warto jednak spojrzeć na naszą rzeczywistość nieco inaczej.Gdyby tak podsumować ostatnie ćwierć wieku, to tylko kilka razy cieszyliśmy się tak naprawdę z sukcesów. Najpierw oczywiście 1989 r. i wielkie, w dużej mierze spełnione, nadzieje związane ze zmianą systemu polityczno-gospodarczego. Minęła dekada i weszliśmy do NATO, co pozwoliło nam stworzyć gwarancję bezpieczeństwa. Pięć lat później wchłonęła nas Unia Europejska, zapewniając prosperity na co najmniej kolejnych parę lat. Rok 2013 r. przywitał nas dość obiecującą unijną perspektywą budżetową. Ale co działo się i dzieje nadal w międzyczasie? Utyskujemy i boimy się o przyszłość. Czy słusznie?
Gdy po obradach okrągłego stołu otrzymaliśmy nowe władze i szanse gospodarcze, okazało się, że jako kraj nie jesteśmy odporni ani na problemy wewnętrzne, wynikające choćby z klęsk żywiołowych, takich jak powodzie, ani na zawirowania gospodarcze na świecie. Nasz los znalazł się w rękach globalnych korporacji i kilku mocarstw zachodnich, które przenosząc środki produkcji z jednego miejsca na drugie, decydują o stopie naszego bezrobocia, wysokości płacy minimalnej i posiadanym know-how. Ale spokojnie, mimo różnych decyzji zainteresowanych, tudzież dziwnych decyzji naszej władzy, jeszcze nigdy w ostatnim ćwierćwieczu nie groziło nam bankructwo znane Argentyńczykom czy teraz Grekom i Cypryjczykom.
Wejście Polski do NATO w 1999 r., mające być gwarancją naszego pokoju, przyniosło nam tylko pozorne bezpieczeństwo. Szybko okazało się, że mimo postępu technicznego wciąż zasadnicze znaczenie ma fakt, że USA leżą od nas sporo dalej niż Rosja. Nie wszyscy rosyjscy agenci opuścili nasz kraj wraz z ostatnim radzieckim żołnierzem. Ale z drugiej strony, dokąd mieliby wracać, skoro większość z nich zawsze lepiej mówiła po polsku niż po rosyjsku? W ogóle służby różnej maści traktują Polskę jako swoiste Eldorado, ale myli się ten, kto sądzi, że nasz kraj jest tu wyjątkiem. Na szczęście ich proces cywilizowania się dobiega końca, dzięki temu, w zasadzie nie potrzebują już one używać przemocy do utrzymania wpływów, jak miało to miejsce choćby w latach 90., a syndrom masowego samobójcy, to wyjątek potwierdzający regułę. Mimo obaw wciąż wojna nam nie grozi, na ulicach również panuje spokój.
cd. CZYTAJ TUTAJ
















